trzydziecha na karku

Co za masakra, jestem już starą duperą. Czuję się o połowe mniej szczerze powiedziawszy. No ale nie o tym chciałam pisać, urodziny miałam słabe, gdyby Jamesa tam nie było to bym chyba oszalała. W sobotę pojechaliśmy wszyscy do Rybna na trochę, jezioro jak zwykle wyglądało pięknie i przywróciło wiele wspomnień. Znów mi się wydawało, że czas tylko zapieprza a ja się nie zmieniam i nadal pragnę harmonii, spokoju, tak w środku mnie, życia bez stresu i konfliktów. Spotkanie ze starymi znajomymi sprawiło, że tak bardzo chciałam z nimi zostać, posiedzieć przy ognisku, bez trosk i bez stresu o dzień następny. Ależ bym z nimi posłuchała bluesa o czwartej nad ranem, wypiła tanie wino i zapaliła papierosa odsępionego od Moniki lub Martyny…

Tenże wypad do Polski miał być pieciodniową celebracją mojej starości a najwięcej radości dał mi parogodzinny wypad w stare przyjazne strony. Nie rozmawialiśmy bez przerwy przez te pare godzin, ale sama świadomość tego, że jestem w miejscu, które kiedyś tak bardzo kochałam i widok ludzi, którzy sprawiali, że czułam się częścią czegos wspaniałego napawała mnie spokojem i uczuciem szczęścia. Muszę tam wrócić,

Sleep tight

Dobranoc Brusiu, nareszczie możesz pospać w tym samym fotelu z Almusią w psim niebie.

Na zawsze pozostaniesz idealnym springerkiem z niesamowitym psim uśmiechem.

Także tak

W sumie to zmiany zmiany zmiany.
Mieszkam sama w przecudnym mieszkanku niedaleko pracy. Jest piękne, open plan, niektóre ściany są z czerwonej cegły, podłoga z prawdziwego drewna. Wprowadziłam się 1go sierpnia, niestety moje całe oszczędności poszły na opłaty no ale cóż, tak się niestety złożyło, że musiałam spadac z poprzedniaj hacjendy.

Poza tym za 2 tygodnie lecimy na Majorkę a James jeszcze nie wie gdzie lecimy bo to ma być niespodzianka. Zabukowaliśmy też znowu Kalifornię na luty, bo ją kochamy!

No i oczywiście najważniejszy news na końcu! Jestę ciocio!!! Benio urodzil sie 4 sierpnia przed przyjazdem taty i jest najsłodszym małym bobaskiem na świecie. Może kiedyś zrobie mu kuzyna lub kuzynkę?

 

ben

Bardziej pozytywnie

Tak więc… Nowy rok nowa ja? Bla bla bla bla

W tym roku zdam prawko, kupie samochód, kupie dom oraz pojadę na Święta Bożego Narodzenia do Tajlandii. No i będę bardziej pozytywnie nastawiona do świata, siebie oraz problemów.

Kurka kurka gdzie to prawko?!

Tak tak… Nie zdałam. Znów. Wczoraj jak jechałam to myślałam, że wyjdę z siebie!! Taki stres, kto by pomyślał, że zdawanie prawka jest tak intensywnie działające na nerwy. Poza tym byłyśmy wszystkie w trojkę, tzn. ja, Aga i Asia w Polsce. Zrobiłyśmy rodzicom niespodziankę na 30 rocznice ślubu. Tata jakiś taki niemrawy ale mam nadzieję, że to tylko przejściowe. Babcia w hospicjum, chora na sepsę. Nie komentowałam na głos, ale wydawało mi się, ze jest na progu śmierci! Wyglądała strasznie.

Moja pierwsza operacja w zyciu!

Tak więc, postanowiłam opisać swoją pierwszą operację, którą przeszłam a grudniu. Może to dość dziwny temat, jako, że zwykle pisze o tym co mnie trapi tak deep inside, ale tym razem chciałam utrwalić wspomnienia.

Od zawsze miałam paranoję odstających uszu i zawsze chciałam to zmienić. Postanowiłam skorygować te uszy, tak, żebym raz na zawsze zapomniała o tym okropnym kompleksie. No i oczywiście aby móc nosic kiteczki, koki, warkocze oraz inne przepiękne fryzury. Zaczęłam zbierać pieniążki oraz w czerwcu 2014 poleciałam na konsultację z chirurgiem. Samą klinikę znalazłam w internecie. Nie będę wspominać nazwisk oraz nazwy kliniki, bo nie uważam, że jest to istotne, W grudniu, dokładnie 23 grudnia pojechałam na zabieg, bałam się jak jasna cholera. Sam zabieg wspominam traumatycznie, tak bardzo się bałam, odgłosów, zapachów, tego, że przez 1,5 godziny byłam krojona na żywca!!! Oczywiście dostałam znieczulenie, ale i tak byłam przerażona. Moja pani doktor zbytnio mnie nie zagadywała, więc nie byłam zajęta rozmową oraz moje myśli stawały się coraz bardziej katastroficzne. Najgorszy momenyt operacji to przecinanie tylnej części ucha. Do dziś kiedy to sobie przypominam, dostaję gęsiej skórki… Sam zabieg był do przeżycia, ale niestety bardzo się stresowałam, nie wiem czy teraz, znając wszystkie szczegóły, podjęłabym sie tej przygody… Ale liczy się efekt. Podsumowując:

  • 3,500 zł
  • 1,5 h krojenia na żywca
  • 10 dni w opatrunku
  • 5 wizyt z Grudziądza do Gdańska

W każdym bądz razie, co się wycierpiałam to się wycierpiałam, ale jednak jestem zadowlolona, że podjęłam tę decyzję. Wiem doskonale, że gdybym nie poddała się operacji wtedy w grudniu, żałowałabym i jednak po jakimś czasie znów bym planowała pozbycie się tego okropnego kompleksu.

Co za zycie.

Boze, ile mnie juz tu nie bylo.

Tak wiec, jak zwykle wchodze na bloga jak mam jakies problem lub problemy. Tak tak tak, znow chodzi o J.! Poza ta jedna, najwazniejsza dla mnie sprawa wszystko uklada sie bardzo dobrze. Mam dobra prace, jestem zdrowa, nie biore antydepresantow, chodze na silownie, czasami wydaje mi sie, ze jednak jestem w tym wszystkim zagubiona, ale to przeswiadczenie bedzie sie ciagnelo za mna do konca zycia. Zawsze za bardzo sie zakochuje, za mocno przezywam, za duzo mysle. Kurcze, niby nie znosze ludzi, nie umiem sie z nimi dogadywac, nie jestem wylewna. Czasem lepiej wysluchac te drugiej osoby i pozniej zapomniec o tym calym bezsensownym pierdoleniu niz odkrywac przed nimi siebie. Ale jak juz sie z kims zaprzyjaznie, przywiaze to tak strasznie pomyslec mi o stracie tej osoby… Czasami milosc nie wystarcza, czasami milosc to jedyna rzecz ktorej pragniemy.

Mam z J. taki wielki dylemat. Niby chce, zeby zostal w moim zyciu i nie wyobrazam sobie nikogo innego na jego miejsce. Nie wyobrazam sobie, zeby on byl z kims innym. Nawet nie chce sobie tego wyobrazac. Ale miedzy nami sie zmienilo, zmienilo sie jak sie do siebie odnosimy, ile czasu spedzamy razem, co chcemy od zycia. Ostatnio przeczytalam pewien cytat, ktory mnie bardzo zmartwil, oswiecil oraz uderzyl w samo sedno:

there comes a time when you have to stop crossing oceans for people who wouldn’t even jump puddles for you

Ergh

Ale mnie ten nowy blog.pl wkurwia! Niepotrzebnie zmienilam szablon itp itd. I jeszcze jakies cholerne reklamy mi na gorze wyskakuja? WTF!

Ogolnie to mnie wszystko ostatnio wkurwia. Praca, zarobki, James i jego zjebane humory. To, ze nawet nie mozemy sie pokloci jak ludzie, bo najchetniej czasem wyparowalabym z jego chaty w 5 minut i zlapala pociag!!! To ze nie mam prawa jazdy i samochodu. No po prostu wszystko!!! Jakos nie moge znalezc czegos co mnie naprawde cieszy. Oczywiscie moje frustracje nie wychodza poza moja glowe, wiec jak mi sie zbierze, to bluzgam na blogu!

Tyle sie zmienia

Dziadzio zmarl 26/05/2012. Bardzo mnie to zabolalo, ale wiedzialam, ze niestety predzej czy pozniej to nastapi (raczej predzej). Pare tygodni temu bylam w Polsce i strasznie tam go brakowalo.

Mam nowa prace, nie jest to szczyt moich marzen, ale jak narazie nie licza sie moje marzenia, tylko pieniazki, niestety. Musze poskladac na Tajlandie, bo bardzo bardzo bardzo chcemy jechac z J. Jak narazie nudze sie straaaasznie, dlatego wlasnie m. in. pisze ta notke!

Joanka przyjechala do mnie na wakacje z Alicja. Nadal jest dziwakiem, ale teraz przynajmniej ladnie wyglada (Jajko, nie Ala). Przynajmniej jest ruch w domu, cos sie dzieje.  Z J. wszystko ok! Kocham go!